piątek, 25 marca 2011

Błahostki

Trudno jest pisać fajnie, kiedy coś fajne nie jest. Widzę swoje słabości. Błahostki, które bagatelizowane nie znikają, lecz są cząstką mnie. Być chrześcijaninem, co to oznacza? Zapewne nie bagatelizować, ale wyzbywać się tego, co nas osłabia. Łatwo jest usprawiedliwiać się za coś drobnego, małą słabość, jak choćby oglądanie filmów późną porą, nie codziennie, ale jednak od czasu do czasu, w miarę regularnie, dla odprężenia, z ciekawości, ze znudzenia, z chęci nie myślenia tylko patrzenia. To głupie, a jednak istotne dla wielu, dla mnie. Widzę swoje niedoskonałości, te małe słabości, na które przyzwalam. Czy są złe? Może nie, ale zabierają czas, wyłączają zaangażowanie, nastawiając nas na odbieranie. Może jestem za surowa dla siebie, a może zbyt pobłażliwa. Niech barometrem równowagi w życiu chrześcijanina stanie się modlitwa, a wtedy łatwo określić będzie, co błahostką jest, a co stanowi już problem. Ilu z nas określić się może jako ludzie modlitwy? Jeśli twój czas z Bogiem jest dla ciebie najważniejszy, to cała reszta traci wartość i nie jest w stanie oderwać cię od tego, co ważne. Jeśli natomiast planujemy dzień, rezerwując czas na małe błahostki bez czasu modlitwy, to one nie są już czymś drobnym, ale tym, co stanowi problem, z którym należy się rozprawić.

0 komentarze:

Prześlij komentarz